|
2006-03-09
Otrzymaliśmy
WIRUS GRYPY CZY... ZYSKU?
W związku z zamętem sianym przez polskojęzyczne mas media, a głównie przez
TVN, Polsat i "Gazetę Wyborczą" zwaną potocznie
"Jude Zeitung" pragnę podać kilka faktów.
Po pierwsze:
Jak to się stało. że w środku zimy, przy 10-stopniowych mrozach, cztery miesiące
po wędrówce ptaków na południe, nagle w środku Polski pojawiła się rzekomo grypa?
Po drugie:
Jak można stosować pojęcie "epidemia", jeżeli na ok. 50 łabędzi i
200 sztuk innego ptactwa padły 2 sztuki?
Po trzecie:
Z bagażnika jakiego samochodu wyrzucono te dwa ptaki?
Jeżeli bowiem jest to zjadliwy wirus grypy, to dlaczego przez pierwsze miesiące,
kiedy te ptaki tak samo, razem siedziały nie wybuchła żadna zoocja i nie znaleziono
ŻADNEGO powtarzam, ŻADNEGO martwego ptaka? Jeżeli ten wirus jest taki zjadliwy
to już w listopadzie ub.r. powinno to całe stado zginąć. Nic takiego nie nastąpiło.
Dlaczego znaleziono akurat martwego łabędzia, a nie np. kaczkę? Odpowiedź:
ponieważ łabędzia człowiekowi stosunkowo łatwo złapać i wstrzyknąć mu wirusa,
a za kaczką trzeba by się po lodzie nachodzić. A strzelać nie można, bo ślad
zostanie...
Jeżeli całe stado kilkuset ptaków przezimowało praktycznie razem i nie obserwowano
żadnego padania to dlaczego należy zamykać ptaki hodowlane w kurnikach i wybijać,
jeżeli się znajdzie odczyn na wirusa? Przecież jeżeli ten wirus nie zabił stada
dzikiego, to dlaczego ma zabijać stado hodowlane?
Każdy uczeń szkoły podstawowej (z wyjątkiem dziennikarzy i polityków) wie,
że ptaki w Europie na zimę lecą do ciepłych krajów, głównie do Egiptu. Pomimo
upływu 4 -5 miesięcy od kiedy ustała wędrówka zimowa ptaków władze Egiptu ani
dziennikarze nie poinformowali o jakiejkolwiek pandemii wśród ptactwa w tym
kraju. Egipt nie wstrzymał turystyki.
Innymi słowy; jeżeli ptactwo dzikie nie przenosi wirusa (bo gdyby przenosiło,
wówczas w Egipcie powinna być rzeż), to dlaczego polska policja ma się uganiać
za kurami?
Dlaczego banki pracujące w Polsce wstrzymały kredytowanie hodowli kur akurat
w okresie nagłaśniania epidemii wśród ptactwa?
Dlaczego firmy ubezpieczeniowe w tym samym okresie wstrzymały ubezpieczenia
kurników nawet od ognia.?
Gdzie są polskie banki oraz firmy ubezpieczeniowe i które to są, bo z tego,
co się orientuję większość została sprzedana "na zachód" (robota niejakiego
Lewandowskiego i Gronkiewicz-Walc, obydwoje z tej samej nacji)?
Odpowiedź:
Okazuje się, że pan Donald Rumsfeld sekretarz stanu USA jest właścicielem
10% akcji firmy produkującej lek przeciwko grypie. Jest zatem na wystarczająco
wysokim stanowisku, aby kazać polskiej policji biegać za kurami. Głównymi producentami
kurczaków w strefie wpływów ludzi pokroju Rumsfelda są Izrael i USA. Jeżeli
teraz kurczak kosztuje dolara to za 6-8 miesięcy, po wybiciu obecnych, będzie
kosztował dwu-, trzykrotnie więcej. I o to chodzi!
Pan premier przeznaczył 156 milionów na wyrzucenie w błoto (czytaj: do prywatnych
kieszeni) pod pretekstem walki z zarazą. Ale jednocześnie zapomniano zupełnie
o bezdomnych i zamarzających. W połowie stycznia br. ogłoszono, że w Polsce
zamarzło na śmierć 238 osób. Od tego czasu w eterze panuje cisza. A jak wiadomo,
nawet w Gdańsku w nocy mrozy dochodzą do minus 10 stopni, i to jeszcze w marcu.
Kolejny przykład głupoty w wydaniu rządowym to słynne maty i blokada Torunia.
Od kiedy to Pan Premier uzgodnił z wirusami, że mają się poruszać na oponach
kół samochodowych? Czy dały mu to na piśmie? Tego rodzaju akcje miały sens przed
pierwszą wojną światową. Chyba trochę czasu minęło i wiedza się zmieniła. Czyżby
nie dla wszystkich?
O tym, że cała akcja ma wymiar międzynarodowy nie trzeba nikogo przekonywać,
to samo się dzieje we Francji i w Niemczech, Przed paru laty mieliśmy to samo
z pryszczycą, BSE itd.
Ludzie nie dajcie się zwariować. Ataki na państwową kasę będą zawsze. Ale zdrowy
rozsądek i wiedza szkolna powinny wystarczyć w walce z głupotą
dr Jerzy Jaśkowski
Gdańsk
Franciszkański Ruch Ekologiczny
(www.deportacje.org & www.FRECH.org.pl)
09.03.2006
UZUPEŁNIENIA, KOMENTARZE, POLEMIKI
Od Autora:
Doniesienia z ostatnich 3 dni potwierdzają moja tezę, że ptaki są podrzucane.
Po pierwsze:
Jeżeli strefa wyznaczona w Toruniu (tzw. sanitarna) wynosi 3 km, a obserwacyjna
10 km, to jakim cudem następne zakażenie wystąpiło prawie 300 km dalej
nad Odrą, koło Szczecina? Po co w tej sytuacji oznaczać strefy?
Po drugie:
Jeżeli to miałaby być "normalna wirusowa choroba", to
kolejne zakażenia powinny rozchodzić się stopniowo od centrum. Np. następnego
dnia, czy też po dwóch dniach kolejne zakażenie powinno być stwierdzone np.
2 -10 km dalej, po następnych dwu dniach kolejne 3-5 km dalej i tak systematycznie
krąg powinien się powiększać.
Stwierdzanie nowych ognisk o kilkaset km dalej w okresie istnienia mrozów dochodzących
do minus 10 nocą, jest niemożliwe i jednoznacznie świadczy o innym sposobie
przenoszenia wirusa, jak to podałem, np. w bagażniku samochodu.
Wirusy generalnie nie rozwijają się w zimie. Jak ktoś nie wierzy, to niech
spyta się naszych zesłańców na Sybir.
Celem takich pojedynczych przypadków stwierdzania nowych ognisk "grypy"
oddalonych od siebie o setki km jest tylko i wyłącznie straszenie ludzi . Widać
to wyraźnie w sposobie przekazywania informacji przez mass-media. Temat ptasiej
grypy jest przeważnie jednym z najważniejszych tematów dzienników.
Nadal także nie ma żadnego masowego padania ptactwa dzikiego. Jest to zupełnie
niezrozumiałe w aspekcie podawanej zjadliwości tego wirusa. Nigdzie na świecie
nie zaobserwowano masowego padania ptaków dzikich. Innymi słowy następuje tylko
wybijanie ptactwa domowego pod pretekstem zapobieżenia nieistniejącej epidemii.
Ten tekst podaję w trybie art. 304 par. 2 do odpowiednich instytucji wymiaru
sprawiedliwości oraz ABW.
Pytania konkretne brzmią:
Kto jest zainteresowany takimi dezinformacjami na temat ptasiej grypy jakie
ukazują się w mass-mediach?
Na jakiej podstawie wydaje się pieniądze w walce z rzekomą epidemią, której
praktycznie nigdzie na świecie nie stwierdzono (nigdzie nie zanotowano padania
stad ptactwa dzikiego)?
Czy nie jest to działanie zdążające do zniszczenia polskiej hodowli?
Zajęcie się problemem ptasiej grypy w podanym przeze mnie aspekcie chyba będzie
bardziej celowe aniżeli bieganie policji za kurami.
dr Jerzy Jaśkowski
Przewodniczący FRECH
13.03.2006
Szanowny Panie Redaktorze!
Pragnę Pana poinformować, jak blokowany jest dostęp do mediów. Otóż dwa dni
temu usiłowałem wziąć udział w dyskusji na forum serwera www.onet.pl pod kilkoma
z licznych artykułów na temat ptasiej grypy.
Chciałem wyrazić swój glos (moje konstytucyjne prawo) w sprawie podsycanej
przez media paniki wokół ptasiej grypy. Używałem podobnych argumentów jak dr
Jerzy Jaśkowski w swoim artykule pt. "Ptasia... kasa", podawałem także
na poparcie swoich słów link do ww. tekstu. Proszę sobie wyobrazić, że czynność
tę powtarzałem trzykrotnie, niestety mój głos się nie ukazał. Dlaczego? Odpowiedź
jest tak oczywista, że nawet nie wymaga przedstawiania.
Raz, powiedzmy, z przyczyn technicznych mój post mógł nie dotrzeć, ale trzy
razy pod rząd!?
Dobrze , że są tacy ludzie jak Pan i publikują niewygodne dla niektórych teksty.
Wobec takiego potraktowania mnie na forum Onetu jedyną forma protestu jaką
podjąłem było rozesłanie linku do ww. artykułu wszystkim znajomym. Mam nadzieję,
że chociaż ta droga dotarło to do kilku osób.
Gorąco Pana pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości w działaniu
Z wyrazami szacunku -
Andrzej Leszczyński
Nowy Jork, USA
14.03.2006
Dowcip krążący w internecie
"I komunikat prasowy Kancelarii Sejmu RP (poniedziałek, 20
marca 2006, godz. 9.15):
Testy przeprowadzone u jednego z posłów wykazały, że jest
chory na ptasią grypę. Na razie to jedyny potwierdzony naukowo przypadek tej
choroby u polskiego parlamentarzysty.
II komunikat prasowy Kancelarii Sejmu RP (poniedziałek, 20 marca
2006, godz. 10.10):
Zgodnie z przepisami zapadła decyzja o wybiciu całego stada."
Nadesłano: 21.03.2006
Od Redakcji:
Sądziliśmy, że powyższy, sejmowy dowcip będzie najlepszą puentą do cyrku, jaki
rozkręcono wokół ptasiej grypy. Niestety, ta sprawa ma także swój inny, jednoznacznie
tragiczny wydźwięk. Oto rządowe priorytety dla walki z wyimaginowanym
zagrożeniem pozwoliły skutecznie wyciszyć problem realnej śmierci dziesiątków
osób wskutek niskich temperatur, które bez żadnego zaskoczenia (wiadomo do jakiej
strefy klimatycznej należymy) objęły nasz kraj.
Niestety, trup z odmrożeniami jawi się mniej medialnie niż "zatroskany"
premier z łabędziami w tle....
Mamy nadzieję, że poniższy list, a zwłaszcza dołączone do niego zdjęcie, uzmysłowią
naszym Czytelnikom realną skalę "troski" państwa o swoich obywateli.
W MROŹNYM CIENIU PTASIEJ GRYPY
Po pierwszych kilku mroźnych dniach stycznia br. i dojściu liczby zamarzniętych
do 238 nagle ucichły wszelkie informacje na temat powikłań zimowych. I to pomimo
faktu, że jeszcze w marcu br. mrozy dochodziły do minus 18 stopni Celsjusza.
Zdjęcie
przedstawiają nogę jednego z bezdomnych z typowym odmrożeniem i martwicą całej
stopy. Jak mi opowiadali starzy ludzie takie zmiany obserwowali przed 60 laty
jak Niemcy "wracali" z pod Stalingradu.
Okazuje się, że nie trzeba wojny aby doświadczyć takich samych widoków. Rzekomo
odpowiednie instytucje zabezpieczyły wszelkie potrzeby bezdomnych umożliwiające
im przeżycie zimy.
Kolejny problem to odpowiedź na pytanie, gdzie ci ludzie mają znaleźć miejsce
pobytu po dokonanej amputacji nóg? Kto poniesie koszty ich egzystencji?
A na ptasią grypę przeznaczono 156 milionów złotych...
dr Jerzy Jaśkowski
Gdańsk
05.04.2006
|